Byl niesubordynowany, lamal na kazdym kroku dyscypline i pokazywal swoja wyzszosc. Na tym tle dochodzilo do licznych utarczek z Praczykiem, na co dowodztwo dywizji przymykalo oczy. Gdy sie postrzelil powolano specjalna komisje wojskowa, ktora wbrew sugestiom ojca aroganckiego mlodzienca stwierdzila, ze nie byl to zamach na jego syna.
Praczyka, dla uspokojenia generala, nalezalo jakos ukarac. I zrobiono to w sposob nietypowy. Kazano mu nie tylko stworzyc kompanie z bylych wiezniow, ale rowniez wyposazyc ja w bron na polu walki. W trzy miesiace pozniej kompania Praczyka nalezala do najbardziej karnych w dywizji i najlepiej uzbrojonych. Jak to Praczykowi sie udalo, o tym do konca zycia nie chcial mowic. Fama rodzinna glosi, ze na poczatku musial dla przykladu zastrzelic kilku najbardziej agresywnych, oddanych mu do kompanii bandytow.
Ludwika nie pamieta, jaka funkcje pelnil ojciec przed wojna w 41 pp w Suwalkach. Prawdopodobnie byl dowodca kompanii zwiadowczej, byc moze tez mial cos do czynienia z wywiadem.